Niełatwe początki wspólnego mieszkania
Decyzji o wspólnym zamieszkaniu nie podejmuje się raczej z dnia na dzień. Zaczyna się o tym myśleć, rozważa wszystkie "za" i "przeciw", możliwości, szanse, przeszkody. Wniesienie walizek do nowego lokum jest tylko przypieczętowaniem tego procesu. Kiedy już usiądzie się na kanapie, rozpoczyna się prawdziwe, wspólne życie. A ono nie zawsze jest łatwe.
Tak, jak różni są ludzie, tak różne są pierwsze wrażenia ze wspólnego mieszkania. - Najpierw jest ciekawość, masz takie uczucie, które towarzyszy poznawaniu czegoś nowego - opowiada Ludwik, mieszkający ze swoją dziewczyną od rozpoczęcia studiów. - I jest łatwo, dopóki nie wyczerpią się pokłady cierpliwości.
- Z perspektywy czasu to, że zamieszkaliśmy razem po 10 miesiącach związku, wydaje się szalone. On od początku był szczęśliwy, że codziennie będziemy razem, ja byłam przerażona. Jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie - opowiada Iwona. U Anety z kolei było zupełnie na odwrót. - Myślałam, że jak się wprowadzimy do wspólnego lokum, wszystko się jakoś ułoży. Nie rozmawialiśmy o niczym, nie mieliśmy ustaleń, nie rozmawialiśmy o pieniądzach, podziale obowiązków, po prostu Janek wprowadził się do mnie na kilka miesięcy przed ślubem, ze względu na dziecko w drodze i koszty utrzymania. Do teraz, a minęło ponad 20 lat, kłócimy się dokładnie o to samo, co na początku.
Tu się raczej sprawdza przyjaźń
Nie ma co się oszukiwać, że wspólne życie będzie zawsze usłane różami, a moc uczucia usunie groźbę kłótni, awantur i cichych dni. Trzeba się przecież jakoś dotrzeć, znaleźć kompromisowe rozwiązania pomiędzy bałaganiarstwem jednego i pedantyzmem drugiego partnera, podzielić obowiązki domowe. Istnieją też małżeństwa, które od 30 lat kłócą się o to samo. I jakoś sobie z tym radzą.
- Kiedy już każdy wie, z czym ma do czynienia, układa sobie w głowie listę pretensji - opowiada Ludwik o początkowych problemach. Może chodzić o rzeczy jak najbardziej proste: stosunek do czystości w mieszkaniu (w tym też osławione, rozrzucane gdzie popadnie skarpetki), organizację, czas spędzony w łazience, zwyczaje kulinarne. Takie drobiazgi mogą napsuć sporo krwi i doprowadzić do kryzysów równie wielkich, jak te powodowane kłótniami o rzeczy zasadnicze: stosunek do wartości życiowych, posiadania dzieci czy wspólnej przyszłości, pieniędzy… Zwłaszcza wtedy, kiedy partner chce za wszelką cenę zmienić swoją drugą połówkę, a sam nie jest skory do zmian.
Ale kłótnie to nie jedyne zdarzenia, które mogą rozczarować we wspólnym mieszkaniu. - Na początku myślisz, że będzie super, taka niekończąca się randka - opowiada Sonia. - Ale prawda jest taka, że jak się razem zamieszka, trzeba się postarać, żeby tak było. Jak ktoś chce tylko i wyłącznie chemii, to nie powinien się na wspólne mieszkanie decydować. Tu się raczej sprawdza przyjaźń.
Psy w domu to dobra sprawa
Aneta z perspektywy czasu widzi jeszcze jedną wadę wspólnego mieszkania. - Miałam problem z tym, że byliśmy z Jankiem cały czas razem. A irytowało mnie w nim dosłownie wszystko. Z pomocą przyszły psy. Kiedy potrzebowałam przestrzeni tylko dla siebie, zostawiałam męża, dom i dzieci i szłam na długi spacer. Psy w domu to bardzo dobra sprawa.
Organizacja czasu może być problemem i dla par z krótszym stażem. - Na początku bardzo mnie irytowało, że moja dziewczyna myślała, że skoro jestem w mieszkaniu, jestem tam wyłącznie dla niej - opowiada Ludwik, który pracuje w domu. - Często wyrywa mnie z toku myślowego, kiedy jestem skupiony. Próbowałem ją ignorować, mówić "potem", "za 5 minut", odwalać coś w 2 minuty zamiast w 5, mówić, że od 8 do 16 jestem "w pracy". Do dzisiaj tego nie rozwiązaliśmy.
Jesteśmy dla siebie stworzeni
- Myślę, że od zamieszkania razem kochamy się troszkę mocniej, i chociaż była to dla nas duża zmiana i wystawienie związku na próbę, wspólne mieszkanie upewniło nas tylko w tym, że jesteśmy dla siebie stworzeni - opowiada Iwona. Sonia mówi z kolei, że kiedyś zaprzyjaźniona staruszka wywróżyła jej, że jeśli nie będzie chciała zmieniać partnera na siłę, to wszystko się ułoży. - Można się kłócić o swoje, ale pamiętać, że nie można zmienić na siłę drugiej osoby - mówi. - Choć nie jestem w tym wszystkim specjalistką, bo my kłócimy się ciągle.
Ludwik zaś czasem chowa męską dumę do kieszeni. - Doszedłem do wniosku, że uwagi kierowane wobec mnie mogą być słuszne i że ona nie mówi tego wszystkiego tak sobie, żeby się przyczepić - opowiada. - Zacząłem dopuszczać do siebie myśl, że zmiany mogą przynieść jakieś korzyści, nie tylko w kwestii świętego spokoju.
Oczywiście, zdarza się też, że pary mogą nie przetrwać tej wielkiej próby. Pytanie jednak, czy naprawdę się o to starały i czy nie zrzuciły winy za niepowodzenie związku na mieszkanie, podczas gdy po prostu wypaliło się uczucie. Kłótnie i nieporozumienia, nawet częste, nie świadczą o tym, że para powinna się natychmiastowo rozstać. Wie o tym również Aneta, dlatego wciąż często wychodzi z psami na długie, samotne spacery.
09.09.2011








NOWOŚĆ na weddingtv.pl - dodawaj komentarze do naszych artykułów
Komentarze (1)