"Soldier of love" - najnowszy album Sade
3 luty 2010
Najnowszy album Sade, który ukaże się już w lutym, "Soldier of Love", to zaledwie szósty krążek w 25-letniej karierze Sade i pierwszy od czasu "Lover's Rock" z 2000 roku. Pomiędzy obiema płytami minęło więc aż 10 lat. Dla niej samej, będącej głosem zespołu twórców, to materiał bardzo spójny i autentyczny. - Nagrywam płyty tylko, gdy mam coś do powiedzenia - wyjaśnia artystka - Nie uznaję wydawania płyt, tylko po to, by coś sprzedać. Sade to nie produkt.
Historia powstania albumu
W 2008 roku grupa postanowiła spotkać się w studiach Real World należących do Petera Gabriela, niedaleko domu Sade w południowo-zachodniej Anglii. Było to pierwsze spotkanie 4 głównych członków od 2001 roku, od czasu zakończenia trasy promującej "Lover's Rock". Basista Paul Denman przybył z Los Angeles, gdzie był menedżerem punkowej kapeli swojego syna, Orange. Gitarzysta i saksofonista, Stuart Matthewman, przerwał w Nowym Jorku pracę nad soundtrackiem, a klawiszowiec zaniechał pracy w charakterze konsultanta A&R.
Podczas dwutygodniowej sesji w Real World, muzycy i Sade stworzyli podstawy pod album, który ich zdaniem był najambitniejszy z dotychczasowych. Szczególnie warstwa dźwiękowa i bity tytułowego nagrania brzmiały zupełnie inaczej od tego, co nagrywali dotychczas. - Postawiliśmy sobie pytanie, czy nadal możemy to robić i pozostać przyjaciółmi - wyjaśnia Andrew Hale. Szybko okazało się, że jak najbardziej.
Longplay był skończony latem 2009 roku. Powstał głównie w Real World. Tym razem muzyka nie była tak skupiona na tradycyjnym soulu jak w przypadku "Lover's Rock", lecz zdecydowanie bardziej eklektyczna. Często grupa brzmiała po prostu jak Sade, z Matthewmanem grającym na saksofonie w "In Another Time" i silnym wokalem na "Long Hard Road", ale pojawiły się też numery, jak "Babyfather" przepełnione klimatem radosnego reggae czy zaaranżowane dramatycznie "The Moon and the Sky", gdzie Sade wkracza na nowe terytorium. - Nigdy nie chciałam się powtarzać - wyjaśnia artystka. - Im dłużej gramy razem, tym większym stawało się to dla nas wyzwaniem.
I historia życia Sade
Helen Folasade Adu urodziła się w Ibadan, w Nigerii. Jej ojciec, Nigeryjczyk, nauczał ekonomii na uniwersytecie, matka, Angielka była pielęgniarką. Spotkali się w Londynie, gdzie studiował. Do Afryki przenieśli się niedługo po ślubie. Kiedy przyszła na świat ich córka, nikt nie chciał wołać jej angielskim imieniem, dlatego przywarło do niej zdrobnienie od Folasade. Gdy miała 4 lata, jej rodzice rozstali się, a matka zabrała ją i jej brata Banjiego do Anglii, gdzie początkowo mieszkali nieopodal Colchester, w hrabstwie Essex.
Sade słuchała głównie amerykańskiego soulu, szczególnie nurtu, któremu w latach 70. przewodzili Curtis Mayfield, Donny Hathaway czy Bill Withers. Jako nastolatka widziała koncert Jackson 5 w klubie Rainbow, gdzie w weekendy dorabiała jako kelnerka. - Bardziej fascynowała mnie publiczność, niż to, co działo się na scenie - wspomina. - Przyciągnęli do klubu młodzież, matki z dziećmi, starszych, czarnoskórych, białych. Właśnie publiczność zawsze była moim celem.
Nie od razu Sade zdecydowała się na muzyczną karierę. Studiowała modę w St Martin's School Of Art. Śpiewaniem zajęła się, gdy dwóch kolegów poprosiło ją o pomoc.
Ze zdziwieniem odkryła, że chociaż śpiewanie było dla niej stresujące, z przyjemnością pisała piosenki. Po 2 latach pokonała w końcu tremę i zaczęła regularnie pojawiać się w chórkach w pochodzącej z północnego Londynu, funkowo-latynoskiej grupie Pride. - Wchodziłam na scenę z Pride cała się trzęsąc - opowiada. - Byłam przerażona. Byłam też jednak zdeterminowana, by dać z siebie, co najlepsze. Uznałam, że muszę śpiewać tak jak mówię, bo szczerość i naturalność są najważniejsze.
Sade zdobywała zatem doświadczenie z Pride. Przez 3 lata, od 1981 roku, wraz z 7 pozostałymi członkami grupy zjechała z koncertami całą Wielką Brytanię. Dosłownie, często bowiem pełniła rolę kierowcy. Jedną z części koncertów Pride był solowy popis Sade do spokojniejszych, bardziej jazzowych kompozycji. Jedną z nich była "Smooth Operator", której Sade była współautorką. Numer przyciągnął uwagę łowców talentów z wytwórni płytowych. Wkrótce, wszyscy chcieli podpisać z nią kontrakt. Ale tylko z nią, nie z całym Pride. Sade odmówiła, pozostając wierna zespołowi. Po półtora roku złamała się w końcu i zawarła umowę z Epic, zabierając jednak ze sobą trzech członków Pride, którzy pomogli stworzyć nową Sade. Byli to saksofonista Stuart Matthewman, klawiszowiec Andrew Hale i basista Paul Denman.
Pierwszy singel Sade, "Your Love Is King", w lutym 1984 roku, dotarł do Top 10 brytyjskiej listy przebojów. Tym samym życie Sade i zespołu diametralnie się zmieniło. Bezpretensjonalna elegancja jej muzyki, połączona z egzotycznym a zarazem wyrafinowanym wizerunkiem, sprawiły, że Sade stała się kobiecą ikoną stylu tamtej dekady. Pisma ustawiały się w kolejkę, by zamieścić jej zdjęcie na okładce. - To był czysty marketing, a ja nie chciałam promować niczego swoją twarzą - wyjaśnia.
Miłość ważniejsza niż pieniądze i kariera
Kiedy ukazywał się pierwszy album, "Diamond Life", jej życie zupełnie nie było "diamentowe". Mieszkała w opuszczonej remizie w Finsbury Park ze swoim chłopakiem, zajmującym się modą dziennikarzem Robertem Elmsem. Nie mieli ogrzewania, co oznaczało, że do łóżka musieli się ubierać. Ubikacja zamarzała zimą, a wanna była w kuchni. - Nieustannie było nam zimno - wspomina gwiazda. Do końca lat 80. trzy albumy Sade sprzedały się na całym świecie w milionowym nakładzie. Premierom towarzyszył mniejsze lub większe trasy koncertowe. - Kiedy pojawiasz się tylko w telewizji, lub kręcisz teledyski stajesz się narzędziem branży fonograficznej - wyjaśniała swe zasady Sade. - Po prostu sprzedajesz pewien produkt. Dopiero kiedy staję na scenie ze swoim zespołem, wiem, że ludzie kochają naszą muzykę. Mogę to poczuć. Czasem bardzo brakuje mi koncertów.
Nadmierne zainteresowanie mediów jej prywatnym życiem sprawiło jednak, że Sade niemal wycofała się z promocji płyt, rzadko więc udziela wywiadów.
W ciągu ostatnich 20 lat, zawsze ważniejsze było dla niej życie osobiste niż kariera. Dlatego też wydała w tym okresie zaledwie 3 płyty z premierowym materiałem. W 1989 roku poślubiła hiszpańskiego reżysera, Carlosa Scolę Pliego. W 1996 roku urodziła córkę. Na początku XXI wieku przeprowadziła się z Londynu do wiejskiego Gloucestershire, gdzie mieszka obecnie z nowym partnerem. - Możesz rozwijać się jako artysta pod warunkiem, że rozwijasz się też jako osoba - tłumaczy wokalistka. - Wszyscy w zespole jesteśmy rodzicami, mamy swoje życie. Nie byłabym w stanie nagrać "Soldier of Love" wcześniej. I chociaż wiem, że fani bardzo długo czekali na ten album - za co ich przepraszam - jestem szalenie dumna z tej płyty.
do góry





